Rajcza

… to było moje pierwsze stwierdzenie po dobiegnięciu do mety biegu Wilcze Gronie w Rajczy (dystans 15 km, przewyższenia 750 m).

Ale z wpisów na FB i forach dyskusyjnych wynika, że nie tylko ja miałam takie odczucia.

Na żadnych zawodach kilometry a nawet metry mi się tak nie dłużyły, patrzę za 200 m będzie 12 km trasy, biegnę i biegnę, a tu Garminek nie chce piknąć, że mam kolejny pełny kilometr pokonany. Czy to było bieganie ? ;) Na pewno była to próba biegania w śniegu. A było go całkiem sporo.

Zakładałam czas 2 godz. 5 minut, wyszło 2 godz. 35 minut.

Pogoda była prawie idealna, brakowało tylko słońca. Czasem nieśmiało zerkało na sznury szaleńców przemykających po tej części Beskidu Żywieckiego. Temperatura ok. -2 st. C.

Jak to wyglądało, to najlepiej zobrazują zdjęcia.

Trochę się obawiałam, ze jak pobiegnę w osamotnieniu to mogę zbłądzić. Ale, jak się okazało, na to nie było szans. Trasa była bardzo dobrze oznaczona, w miejscach newralgicznych byli  najczęściej strażacy, a poza tym było tyle śniegu, że wiadomo gdzie wszyscy przede mną przebiegli.

Buty, mimo goretexu, oczywiście totalnie przemoczone, ale na trasie nie odczuwałam chłodu. Do zastanowienia na następny bieg czy nie sprawić sobie butów z wkrętami, bo trochę traciłam na zbiegach bardziej odśnieżonych, no i zbieg po trasie narciarskiej najłatwiejszy nie był. Na tych zbiegach  w pełnym śniegu nie było problemu, była niezła zabawa – jakby ktoś się temu przyglądał to tak trochę styl bociana.

Polecam tę imprezę biegową, ja za rok oczywiście będę też brała w niej udział.