Wybiegane

Długo nie mogłam zdecydować się na zapisanie na ten maraton. Dopiero, gdy Organizatorzy podjęli decyzję o wydłużeniu limitu czasowego do 9 godzin, przełamałam się. Trasa prowadziła w ten sposób, że na ok. 29 km mogłabym zejść z trasy, bo byłoby blisko do domu. Właśnie start w Wapienicy przy parkingu pod Zaporą mnie tak kusił, aby spróbować swoich sił w maratonie górskim.

Przy czym okazało się, że właśnie od 29 km zaczęło się. Po przerwie na drugim bufecie nastąpiła wspinaczka żółtym szlakiem prowadzącym na Szyndzielnię. Tam zaliczyłam mój pierwszy zgon ;)

Potem, jak to na Maratonie WIOSNA, bo o nim piszę, zaczęło sie truchtanie po śniegu. Ponieważ biegłam na końcu, to już miałam ścieżki wydeptane. Za schroniskiem pod Klimczokiem zaczęły się zbiegi. Chociaż to chyba złe określenie. Ślizgi na śniegu, a na końcu tego chwilowego spadku terenu, gdyby ktoś się za bardzo rozpędził, to mógł zawisnąć na powalonym drzewie. Drugi zgon zaliczyłam, gdy wydawało mi się, że przede mną już tylko zbiegi. A okazało się, że znów po raz drugi muszę wbiec na Szyndzielnię, tym razem od strony przełęczy Kołowrót. Mój organizm tak protestował przeciwko temu podejściu (bo o biegu nie było mowy), że aż wykonałam telefon do Organizatora, czy na pewno trasa biegu tam prowadzi. Niestety potwierdził, że taśmy prowadzą właściwie ;)

Potem to już nawet zbiegi mnie nie cieszyły. Dłużyły się niemiłosiernie. Czułam, że mały palec w prawej nodze stał się wielki. Cały czas pocieszałam się – byle do asfaltu, bo to oznaczało 1,2 km do mety. Doping na ostatnich metrach biegu był niesamowity. Organizatorzy i wolontariusze pewnie szczególnie ucieszyli się, że w końcu przybiegłam, bo mogli zakończyć imprezę.
Dziękuję im bardzo za wytrwałość :)

Mój bieg zakończył się podwójnym wyczynem. Po pierwsze otrzymałam nagrodę dla ostatniego zawodnika na mecie w postaci pięknej maskotki cyklu maratonów górskich Leśnik. Po drugie – zajęłam trzecie miejsce w kategorii Kobiety … bo tylko trzy kobiety ukończyły ten maraton.

Dzisiaj pisząc tę relację, starając się unikać chodzenia po schodach,  wspominam wspaniałą atmosferę tej imprezy biegowej, którą można spotkać tylko na tego typu kameralnych biegach, organizowanych przez pasjonatów sportu.

Na trasie biegu spotkałam także wielu życzliwych turystów, którzy dopytywali co to za zawody i życzyli mi powodzenia i wytrwałości.

Teraz wiem co oznaczają przewyższenia 2100 m na 43 km ;)  Zajęło mi to  8 godzin 32 minuty 34 sekundy.