doping1

Przygotowania od grudnia 2012 i w końcu następuje ten dzień – 28 kwietnia czyli dzień startu w Cracovia Maratonie.
Pobudka o 5.15, lekkie śniadanie (dwie kromki chleba z dżemem + herbata) i wyjazd do Krakowa. Im bliżej miejsca docelowego tym bardziej pada deszcz i schodzi temperatura.
Niby to dobrze z punktu widzenia czasów biegania, ale ja nie lubię deszczu. Może być zimno, ale nie mokro.
Na szczęście te opady były przelotne. Przed startem jeszcze wizyta w toi toi-u (oczywiście kolejka była solidna, jak widać na poniższym zdjęciu) i czas podążać w kierunku startu, poszukując balonika na 4:00:00. Tłok niemiłosierny, ale grupa biegaczy mierząca na ten właśnie czas była najliczniejsza.

Do półmetka biegło mi się komfortowo, choć już odczuwałam trudy biegu. Zaczęło być gorzej na 26 km, ale jakoś się pozbierałam. Kolejny kryzys od 29 km i tu się zaczęła cała zabawa. Średnie tempo powyżej 6 minut na kilometr i ciągłe mobilizowanie się aby biec, wolno, ale biec. Gdy parę razy, głównie przy bufetach, przeszłam do marszu, to odczuwałam sztywność nóg. I tak już było do 41 km, potem wykrzesałam z siebie szybsze tempo, bo przecież to już końcówka. Ostatni kilometr był najszybszym odcinkiem w tym biegu.

Rezultat: czas netto 4:09:47
Miejsce: open 2643/4419, kobiety 194/541, kategoria wiekowa 32/117