wielkie pranie

Dzisiaj było wielkie pranie po wczorajszym szaleństwie błotnym w Brennej w ramach 12-godzinnego biegania. Nie żebym przez te dwanaście godzin non stop biegała, bo biegałam w parze. Zrobiłam dwie pętle po 16 km każda, jedną w dzień, a drugą po zmroku. Biegałam nocą po górach pierwszy raz i generalnie stwierdzam,że to raczej nie dla mnie. Niewiele brakowało, a bym pobłądziła, mimo że miałam oprócz czołówki, jeszcze latarkę w ręku. Niestety z mgłą, która się pojawiła, trudno było sobie poradzić. Strome kamieniste zbiegi, faktycznie pokonywane przeze mnie w ramach pierwszej pętli biegiem, w nocy były bardzo niebezpieczne. Prawie całą trasę więc pokonałam marszem. Błoto było momentami tak poślizgowe, że nie udało mi się uchronić od jego zaliczenia. Stąd dzisiaj pralka była niezwykle aktywna, a buty (dwie pary – po jednej na każde okrążenie) przeszły porządne szorowanie i kąpiel.
Efekt biegu:
– 9 miejsce w kategorii MIX na 18 zespołów damsko-męskich,
– pewne trudności z chodzeniem po schodach ;)