Przystanek po zdobyciu Filipki

Pierwszy podjazd w Ustroniu niestety był w otwartym terenie po asfalcie, potem już było tylko lepiej. Szczególnie,że po solidnym podjeździe, nastąpił bardzo przyjemny zjazd do Nydka okraszony pięknymi widokami. Od czasu do czasu można było podziwiać także urokliwe odremontowane chaty oraz domy cechujące nowoczesne wzornictwo. W Nydku, gdzie zrobiliśmy pierwszy przystanek, natrafiliśmy akurat na przygotowania do festiwalu piwa.
Po małym wypoczynku nastapił odcinek podjazdowy do Filipki. Na szczęście droga prowadziła terenami zalesionymi, co przy temperaturze około 30 stopni Celsjusza, uchroniło mnie przed wyschnięciem jak ślimak na asfalcie. Szczególnie, że tempo było raczej ślimacze.
W chacie na Filipce podają chyba najlepsze w okolicy halusky (czyt. haluszki). Jest to coś pomiędzy kluskami lanymi i spaetzlami podane z boczkiem oraz śmietaną. Oznacza to, że danie nie jest zalecane przez dietetyków, ale smakuje wybornie i pozwala dojechać w okolice Stożka ;)
Kofola to natomiast popularny napój w Czechach i na Słowacji stanowiący odpowiedź na amerykańską Coca-Colę. I też pomaga przetrwać kryzysy energetyczne przy aktywności sportowej.

Ostatni przystanek nastąpił w moim ulubionym miejscu czyli w Leparzówce na Soszowie. Akurat nie było widać Tatr, ale i tak panorama z tego miejsca jest warta podjazdu, choć w tym przypadku był to zjazd od strony Stożka.