Magurka2

Nastał w końcu ten dzień, kiedy mogłam wyjść na trening biegowy po miesięcznej przerwie.

Pierwsze dwa kilometry, chcąc nie chcąc, były analizą moich odczuć w prawej nodze. No i … kolano mnie nie bolało :), ale wszystko inne w tej nodze doskwierało. Z kolejnymi kilometrami udało mi się opanować panikę i potem już szło lepiej. Co więcej – dolegliwości minęły.

O przyzwoitej prędkości biegu oczywiście na jakiś czas muszę zapomnieć, ale to co mnie czeka za tydzień, nie będzie polegało na ściganiu się na maxa. Będzie to bieg górski w stylu anglosaskim (góra, dół) z przewyższeniami 750 m na dystansie 15 km. Zatem istotniejsza jest tu siła i wytrzymałość.

Po takiej przerwie w aktywności sportowej oczywiste jest, że z tymi elementami też nie jest zbyt dobrze, ale jestem dobrej myśli. W limicie czasu na pewno się zmieszczę :)

Pod koniec dzisiejszego treningu już odczuwałam pokonane kilometry, a dwa miesiące temu wyknęła bym je bez jakiegokolwiek spinania się.

Ale najważniejsze, że po dzisiejszym treningu czuję się dobrze, humor mi się poprawił i z czystym sumieniem mogę posiedzieć na kanapie :)