cross-bike-Dzięgielów_koło_Cieszyna

Troszkę ponad tydzień temu – 3 października – startowałam po raz pierwszy w kolejnej edycji zawodów w kolarstwie górskim w Dzięgielowie. Moją relację z tej imprezy zamieszczam dopiero teraz nie dlatego, że mnie tak wykończyły te zawody, ale z bardziej prozaicznego powodu, znanego chyba wszystkim, czyli trudno się wyrobić ze wszystkim w ciągu doby.

Tak więc napiszę krótko – warto było się tam wybrać i pewnie w przyszłym roku też tam się pojawię. Na wejściu czyli przed albo zaraz po odebraniu numerów startowych można było sprawdzić kunszt kulinarny, a konkretnie cukierniczy, pań z Koła Gospodyń Wiejskich. Tak dobrych kołaczy dawno już nie jadłam. Teraz jak to piszę to na samo wspomnienie moje ślinianki zaczęły intensywnie pracować.

Zatem wyjątkowo przed startem nie zjadłam żadnego żela, tylko ogromny kawałek kołacza serowego (do wyboru był jeszcze makowy i z jabłkami). Efekt – III miejsce w kategorii (a były tylko 2 kategorie dla Pań) juniorek starszych ;) i 6 miejsce Open Kobiety. To nic, że na dystansie MEGA (czyli 31 km z małym hakiem) wystartowało tylko 6 pań ;)

Trasa bardzo mi się podobała, była dobrze oznaczona, kibice też byli wspaniali.
Przejeżdżałam dwa razy koło Miasteczka Pszczelego, ale niestety z powodu naglącego czasu nie zakupiłam żadnego miodu. Muszę się tam wybrać, w którąś wolną sobotę, aby docenić także tamtejszych pszczelarzy i zaopatrzyć się odpowiednio na ten trudny jesienno-zimowy czas.