Pacemakerzy z okolic 4 i 5 godz

Moje sportowe wydarzenie roku mam za sobą. I jestem usatysfakcjonowana wynikiem 4:11:50.

Z pewną nieśmiałością ustawiłam się za pacemarkerami na 4:15:00. Muszę przyznać, że ich prowadzenie było perfekcyjne, a ja mimo wielu pokus, aby czasem biec szybciej, równałam do nich. To myślę, pozwoliło mi zachować siły, aby po 30-tym kilometrze oderwać się od grupy i biec wg własnego rytmu. Pierwszy raz zdarzyła mi się sytuacja, że byłam zdolna do przyspieszenia na ostatnim kilometrze. Uważam, że był to mój najlepiej przebiegnięty maraton, mimo że nie zrobiłam życiówki. Na całej trasie czułam się dobrze, nie miałam kryzysów, jedyny odcinek gdzie przeszłam do chodu – bardzo krótki – to wzniesienie na 40-tym kilometrze przy nowej siedzibie Muzeum Śląskiego.
A to dla mnie oznacza, że mimo przeciwności losu (kontuzje wiosenne, grypa itp.) udało mi się dobrze przygotować do tego maratonu i oszacować moje aktualne możliwości.

Co różniło ten maraton od pozostałych dwóch przebiegniętych ?
1. Temperatura – myślę, że dla mnie optymalna tj. ok. 6 st. rano, w trakcie dnia ok. 15
2. Odżywianie na trasie – żele energetyczne co 8 km popijane wodą, żadnych innych elementów po drodze, typu banany rodzynki itp.
3. Muzyka – pierwszy raz biegłam ze słuchawkami w uszach, dzięki temu nie słyszałam swojego sapania ;) Słuchałam muzyki wcześniej nie znanej, bez starannego dobierania – było to kompilacja muzyki do biegania kupionej w Empiku i płyty kupionej w Biedronce
4. Biegłam bez presji – nie nastawiałam się na zrobienie życiówki
5. Odwrócona trasa SM – podbieg do Siemianowic Śląskich był na początku, gdy byłam pełna sił i nie robił na mnie wrażenia takiego jak dwa lata temu.
6. Pozytywne myślenie – przez cały czas myślałam o znanych ultramaratończykach (Scott Jurek, Kiljan Jornet, Urodzonych Biegaczach) i o tym jaką przyjemność sprawia im bieganie. Myślałam też o wszystkich znajomych osobiście i wirtualnie biegaczach, którzy w tym roku pokonali kolejne bariery i cieszą się z sukcesów. Tak, myślałam o Was wszystkich, którzy właśnie prawdopodobnie czytają ten wpis.
7. Myślę, że nie bez znaczenia był perfekcyjnie dobrany lakier do paznoci komponujący się z kolorem butów biegowych ;)

No i tak przeleciało mi 40 km, a potem już widziałam szyb przy Silesia City Center i wiedziałam, że już nic mi nie przeszkodzi, zejść poniżej 4 godzin 15 minut.

Nie wiem czy to sentyment do pierwszego mojego maratonu, ale w tym roku, po prostu byłam zachwycona trasą. Piękna tradycyjna architektura Śląska plus nowoczesne budynki w okolicach Spodka.