Karmiciel kruków

… no może trochę biegania tam było ;)

Tytuł: Skald. Karmiciel Kruków

Autor: Łukasz Malinowski

Nie jestem miłośniczką powieści fantastyczno-historycznych z motywami skandynawskimi. Z powieści fantastycznych to czytałam chyba tylko Lema (dawno), a z motywami skandynawskimi – to Stiega Larssona (niedawno). Ale otwarta jestem na różne gatunki literatury. Tak mi się przynajmniej wydaje ;)

Stąd gdy dowiedziałam się o wydaniu tej książki z zaciekawieniem po nią sięgnęłam. Wybór tej powieści nie był wynikiem śledzenia nowości książkowych na stronie internetowej empiku, czy analizy TOP 10 w salonach tej firmy. Nie była to też pozytywna recenzja, w którejś z gazet czy czasopism. Informacja pochodziła z FB z cyklu znajomi znajomym.

Nie ukrywam, że początek tej lektury nie był najłatwiejszy i wciągający. Sporo słownictwa wymagającego odnośników, dla osób nie będących specjalistami z zakresu średniowiecznej Skandynawii. Ale wiedząc, że autor jest doktorem historii ze wskazaniem właśnie na tę dziedzinę, wcale mnie to nie zdziwiło. I tu właśnie miałam pierwsze skojarzenie z Umberto Eco „Imię Róży”. Eco też podchodzi do tematu zawsze bardzo metodycznie. Stąd też czytałam dalej nie zniechęcając się.

Jednak nastał czas urlopu, co oznaczało że przed urlopem nie miałam czasu na czytanie, a na wyjazd urlopowy zabrałam ze sobą dwie „lżejsze” książki – Projekt Rosi Simsona Graeme i Joyland Stephena Kinga.

Po wakacjach nastąpił leniwy powrót do Skalda. Pierwsza iskierka zainteresowania pojawiła się w momencie podjęcia walki głównego bohatera z postacią umarłą, ale nie do końca …

O co chodzi? W jakim kierunku pójdzie fabuła tej książki ? Od tego momentu zaczęło się systematyczne czytanie książki po kilkanaście stron dziennie.

Drugi moment przełomowy – Skald trafia do klasztoru. Mnich ginie w dziwnych okolicznościach. W ogóle te motywy chrześcijańskie trochę mnie zaskoczyły.
I tu następuje drugie skojarzenie z powieścią Umerto Eco. I nawet pojawia się lekkie rozdrażnienie – czyżby to miała być skandynawska wersja „Imienia Róży” ? Od razu dementuję – nie, moje podejrzenia nie były słuszne. Od tego momentu następuje „pochłanianie” książki.

Moje odczucia po przeczytaniu tej książki – cieszę się, że ją przeczytałam.
Autor książki ma już zapewnioną czytelniczkę na kolejny tom powieści.

Jeszcze jedno – jako miłośniczka książek w wydaniu papierowym – Skald. Karmiciel Kruków ma ładną okładkę.
Dzielę książki na te, które chciałabym w wersji z twardą okładką i na te, których sposób wydania interesuje mnie mniej. Przy czym nie chodzi w tym przypadku wyłącznie o okładkę, ale o zawartość.
I to Pan Łukasz Malinowski może też uznać za komplement – mamy tu oba warunki spełnione do wydania książki w twardej oprawie. Może następny tom ?