Buty_z_Lidla

Gdybym to zrobiła rozpoczynając przygodę z bieganiem nie byłoby to dziwne, ale na tym etapie zaawansowania podchodzi owa transakcja pod obłęd. Przechodząc do sedna – kilka dni temu kupiłam sobie buty do biegania w Lidlu.
Robiąc standardowe zakupy spożywcze zauważyłam te buty i oczu nie mogłam oderwać. Wyglądają pięknie i pasują mi do wielu strojów biegowych. No i o dziwo był mój rozmiar.
Włożyłam do koszyka, po czym przeszłam dalej i zaczęłam się „bić z myślami”. Już je prawie odłożyłam, ale jak ujrzałam cenę poniżej 100 zł, to uznałam że jednak je wypróbuję.

Moje ulubione buty Ecco Biom niestety mają na liczniku 1300 km i odczuwam już brak amortyzacji. Muszę też przyznać, że ich wygląd jest nadal bez zarzutu, żadnych przetarć, pęknięć skóry czy tym podobnych uszkodzeń typowych dla butów biegowych, które mają często poniżej 500 km przebiegu.

Wczoraj nastąpiła inauguracja biegania w butach z Lidla. Jak można sobie wyobrazić w pełnym skupieniu analizowałam reakcje moich nóg.
Początkowo wydawało mi się, że trochę protestują moje pięty, ale dzisiaj już tego nie czułam.

Pierwsze wrażenia:
– buty lekkie (262 gramy; moje Saucony Propel+3 ważą 267 gramy, a Asicsy Gel-Trabuco 302 gramy, Ecco Biom 231 gram),
– biega się w nich trochę jak w kapciach, stąd są to buty na asfalty, ewentualnie dobre ścieżki parkowe czy leśne. Gdy wbiegnie się na ścieżkę z kamieniami, to już stopy to czują,
– sznurówki nie rozwiązały mi się dotychczas w trakcie biegania (oby tak dalej),
– określiłabym je jako zbliżone do butów minimalistycznych.

Ciąg dalszy wrażeń z biegania w butach z Lidla nastąpi ;)